Kraj: Francja, miasto: Paryż, miejsce: torowisko

Kilka godzin w trasie przespałem. Miałem swoje powody, bo autokar odjeżdżał przed piątą nad ranem, a to nie jest pora, w której bywam w najlepszej formie. Wjeżdżamy do stolicy Francji, miasta legendy. To tutaj miały początek między innymi pierwsze zorganizowane akcje napadów na banki i podobne punkty. Wyglądało to mniej więcej tak, że bandyci już na początku dziewiętnastego wieku korzystali z usług zawodowych kierowców. Akcja rabunkowa przebiegała zazwyczaj szybko i sprawnie. Sprawcy odjeżdżali z łupami, a w pościg ruszała policja konna.

Łatwo odgadnąć, że wskaźnik zatrzymań w przypadku takich napadów był bardzo, bardzo niski. Mówi się, że jeden z takich nieuczciwych kierowców woził samego sir Artura Conana Doyla, autora kryminałów o przygodach Sherlocka Holmesa. Jak widać Doyle znał się nie tylko na pisaniu, albowiem wiedział również jak dobierać sobie podwładnych. Warto dodać, że taki rozmach w Ameryce miał miejsce dopiero w latach trzydziestych. Mafia z Chicago mogła się uczyć od Francuzów.

Akcje rabunkowe są co najwyżej ciekawą anegdotą, bo w Paryżu działy i wciąż dzieją się znacznie gorsze rzeczy. Prostytucja francuska, wraz z handlowaniem ludźmi to tradycja porównywalna do mody odzieżowej i perfumeryjnej. Przewroty, przekręty, obalenia rządów. Narkotyki, strzelaniny, ubóstwo i grupy przestępcze, tego w tym mieście nie brakowało i nie brakuje na pewno. Z jednej strony dziedzictwo kulturowe całego świata, z drugiej całe jego zło czające się gdzieś poza światłami blichtru. Dzisiaj widzę tutaj ogromny przekrój etniczny, który na siłę musi ze sobą tworzyć społeczeństwo. Zamieszki sprzed kilku laty pokazują jak kruche filary ma taka forma rządzenia ludźmi. Wybuchy nienawiści i kilometry pochodów, dziesiątki podpalonych samochodów i powybijanych witryn. Według mnie powtórka jest tylko kwestią czasu. Takie miasta to niebezpieczne demony, ujście całej niedoskonałości systemów politycznych bez względu na ich rodzaj. Zdecydowanie Paryż w płomieniach by mnie nie zadziwił.

W środku dnia idę mniej atrakcyjnymi dla turystyki ulicami, świadomie wyszedłem poza przewodnik. Mam wrażenie, że jestem pośrodku czegoś nieprawdziwego. Nie przeszkadzają mi różne kolory skóry, czy wyznania, ale tutaj można odnieść wrażenie, że one przeszkadzają sobie nawzajem. Wymieszane napisy arabskie z francuskimi, przeróżne flagi i dekoracje różnych kultur kłócą się ze sobą. Być może przesadzam, ale poza szarością wielu głównych ulic Paryża ten widok dotknął mnie najbardziej. Przechodząc obok mężczyzny handlującego trefnym towarem uświadomiłem sobie, że to zupełnie nie te miasto, które poznałem z telewizji. Każdy stara się zarobić na życie, znaleźć na siebie pomysł. Tysiące osób przecinają ulice i skrzyżowania, jest szaro i smutno. Niedopałek papierosa ląduję obok śmietnika i ginie pomiędzy foliowymi opakowaniami, a kartonowymi kubkami po kawie. Tłumy ludzi czekają na zielone światło. Wyglądają różnie, różnie są ubrani. Nie wymawiając słowa może jestem dla nich kolejnym Francuzem, kimś niepotrzebnym tutaj.

Naglę staję nad mostem pod którym przebiega osiem torów kolejowych. Widok jest wprost niesamowity. To jedno z najbrzydszych i najprawdziwszych miejsc, które widziałem. Most, tory, kamienie pomiędzy, przęsła wzdłuż torowiska. To wszystko było po prostu zardzewiałe, brudne. Mury zamalowane byle jakimi napisami. Dodatkowo praktycznie brak zieleni, samochody zaparkowane jeden za drugim, kilkupiętrowe nieodremontowane budynki sprzed kilkudziesięciu laty. Do tego mieszkańcy jakby wyrwani z innej epoki, z innego miejsca. Te elementy zebrane w jedną całość stworzyły obraz, który na stałe utkwił mi w pamięci.

W Paryżu mógłbym zatracić się w Tobie na dobre.

gdybyś wiedziała