Kraj: Niemcy, miasto: Kolonia, miejsce: pokój hotelowy

Jesteś inspiracją nieskończoną. Jesteś niemożliwa.

Jesteś inspiracją nieskończoną. Nigdy nie wysychającą studnią. Wiecznym źródłem dającym początek. Końcem dnia. Lekarstwem, kluczem możliwości. Wymagaj ode mnie tyle, ile jestem w stanie dać z siebie. Samemu mogę nie zobaczyć ile jeszcze miejsca przede mną lub jak daleko mogę się cofnąć. Bądź moimi oczyma, kiedy nie będę mógł patrzeć. Składam w Twoich delikatnych dłoniach siebie z cechami i wadami, jakim jestem. Zaopiekuj się mną niedoskonałym. Wiem, że potrafisz.

Śpisz obok, a ja kolejną noc zarywam nie mogąc nacieszyć się tym widokiem. Czasami budzę się w nocy i również przyglądam się Tobie przez jakiś czas. Później chodzę niewyspany. Denerwujesz się na mnie, mówisz, że tak nie można. Tłumaczę, że to silniejsze ode mnie, że przecież nie robię tego specjalnie. Zdarza się od czasu do czasu jak teraz. Przyglądam się Twoim dłoniom, które włożyłaś pod głowę, żeby było Ci wygodniej. Dzisiaj zostawiłaś mi trochę więcej miejsca niż ćwiartkę łóżka, ale do rana jeszcze kilka godzin, więc wszystko przed nami. Odkryłaś się trochę, przyglądam się zarysowi Twoich bioder, chociaż chyba powinienem Cię okryć. Przyglądam się dalej. Powtarzasz, że mój ulubiony strój w jakim chciałbym Cię oglądać to brak stroju, coś w tym jest. Wygląda na to, że mam mądrą dziewczynę. Śpisz dalej, a ja się przełamuję i w końcu Cię przykrywam. Nie chcę, żeby było Ci zimno. Musimy zmienić łóżko w mieszkaniu, bo jest strasznie niewygodne. Mówisz, że Tobie to nie przeszkadza, ale nie przeszkadza Ci również, gdy przesuwasz się w nocy na środek i zajmujesz je w większości. Dlatego w tym wypadku Twoje zdanie liczy się trochę mniej. Takie łóżko jest w porządku, wygodne i duże. Kiedy śpisz na środku zostaje dla mnie jeszcze sporo miejsca.

Wierzchem dłoni głaszczę Cię po skroni i wyglądasz jakbyś się uśmiechała. Przyglądam się Tobie śpiącej obok i chyba widzę swoją przyszłą żonę. Jest między nami tyle świetnych rzeczy, że coraz częściej przychodzi mi to do głowy. Tego też nie kontroluję. Nie powiem Ci o tym, bo przewaga w postaci ciała jakie masz to i tak za dużo. Zastanawiam się czy coś Ci się śni właśnie. W przeciwieństwie do mnie rzadko zapamiętujesz sny, a chciałbym wiedzieć, co tworzy Twoja wyobraźnia. Kolejne minuty mijają bardzo szybko. Cieszę się, że rano nie idziemy do pracy, że będziemy mogli poleżeć dłużej i kochać się dłużej, i nie musieć wstawać tak na dobrą sprawę. Kiedy codzienność to w znacznej mierze praca takie dni to rzadkość i moja ucieczka.

Przebudzasz się. Otwierasz oczy i patrzysz na mnie zaspanym wzrokiem. Pytasz czy znowu to robię, czy znowu Ci się przyglądam. Uśmiechasz się przy tym i brakuje mi słów jak na pierwszych randkach. Mówię, że miałem na Ciebie ochotę tylko. Odpowiadasz, żebym się nie wygłupiał i zasypiał, albo żebym zrobił na co mam ochotę i przynajmniej Cię nie budził. Teraz ja się śmieję.

Dobranoc. Jesteś niemożliwa.

gdybyś wiedziała