Siedzę na parapecie.

Czasami gubię się pomiędzy tym, o czym pomyślałem, a tym, co zapisałem na papierze. Myśli, których nie zapisałem wracają później do mnie starając się o więcej uwagi. Pozostawione same sobie błądzą po zakamarkach mojego umysłu.

Jest środek sierpniowej nocy z piątku na sobotę. Siedzę na parapecie. Z czwartego piętra przyglądam się miastu. Miasto śpi. Nie oferuje niczego ciekawszego ponad jednakowe latarnie i kolorowy neon. W oknach pogaszone światła przypominają mi przygaszone marzenia szarych ludzi. Nie odpowiada mi ten widok, chciałbym widzieć jak zapalają się wszystkie. W Twoim oknie musi być teraz trochę ciemno, jak w moim. Ty jedyna wiesz jak zmienić ten stan. Ściągnij mnie z tego okna zanim spadnę na bruk. Z brawurą chwyć za ręce nie pytając czy możesz i zabierz gdzieś bliżej, najlepiej tuż obok. Całkiem po swojemu zapal światło.

Dla R.


Tańczyć w deszczu i śmiać się do łez