A może po prostu pójdziemy na spacer?

Raz wtóry zza rogu wzywa dorosłość,
każe wybierać podłogi i kolor ścian,
wrzuca do skrzynki stos listów szarych,
stara się ściągnąć beztroski czar.

A może po prostu pójdziemy na spacer?
Zamiast się martwić nieprzychylnym dniem,
smutnym uśmiechem mamy na wieczór,
taty wspomnieniem, niepewnym snem.

Nawołuje do nas odpowiedzialność,
za słowo mówione, prywatny grzech,
wytyka palcem co by się stało,
próbuje zaburzyć spokojny dech.

A może powiemy dzisiaj stanowcze nie?
Bo jeszcze przyjdzie zmartwienie jutra,
pomimo tęsknoty siedzenie do nocy,
nauka na studia, praca do późna

dzięki R.

 

[Gdybyś miała na imię Regina]

Gdybyś miała na imię Regina,
to bym Cię tak bardzo nie lubił już,
bo to dziwne imię i nie wiem czy mi się podoba.
Nie wiem też co powiedziałby kolega i koleżanka,
może nie chcieliby się dłużej zadawać ze mną.

Pewnie nie miałabyś tak lśniących włosów,
mając takie imię,
pewnie nie potrafiłabyś wyrażać myśli w taki sposób,
że wracają do mnie w najmniej oczekiwanych momentach,
często pomiędzy trzecią, a czwartą nad ranem.

Myślę, że nie potrafiłabyś się tak ładnie uśmiechać,
bo z takim imieniem to niemożliwe raczej,
albo nawet na pewno, bo pewnie byłabyś na ogół smutna.
I tylko ja byłbym jeszcze bardziej nieszczęśliwy.

Takie niemodne byłoby to imię, wręcz niedorzecznie.
Wtedy Twoje zainteresowanie modą byłoby sztuczne
najpewniej i kłóciło z otoczeniem jak myśli we mnie,
gdybyśmy mieli się przedstawiać w teatrze.

Nie wiem czy potrafiłbym spojrzeć wtedy na siebie,
gdybyś mi się spodobała tak bardzo jak teraz.

dla R.

 

[Nie uniosłaś ani razu głosu, a rękę w geście]

Podziwiam jak pewnym ruchem przywołujesz mnie
po chwili uderzając drobną dłonią o zniszczone deski
ławki, na której ktoś wyrył kółko i krzyżyk
wyznając przy tym nienawiść do nieznajomej,
która zniknęła najpewniej bez słowa.

Nie wiem czy wypada mi zasłaniać te uczucia,
ale nie jestem w stanie stać obok, jeśli Ty
sobie tego nie życzysz, bo kiedyś idąc przed siebie
widziałem jedynie Twój zarys, jedynie myśl,
że może jednak poczekasz chwilę na mnie,
dasz się dogonić i przytulić nawet.

Opierasz głowę na moim barku i pociągając nosem,
przypominasz, że jest tu cholernie zimno
i nawet wtedy, gdy upadałem daleko za Tobą,
nie uniosłaś ani razu głosu, a rękę w geście,
że teraz nie mogę się poddać, że muszę dalej iść.

dla R.

 

[Na post-apokaliptyczny spacer]

Na post-apokaliptyczny spacer
wybierasz się ubrana w ledwo dostrzegalny uśmiech
i przeciwdeszczową kurtkę, która ma prawo
osłonić przed burzą, ale nie może uchronić,
przed pustymi komentarzami:
w poczekalni, na korytarzu i obok parku,
gdzie spadające liście przypominają
nic niewartych ludzi.

Czasami tygodniami czekamy na promień słońca
i szczery uśmiech, ale o wszystko bywa tu
raczej trudno.
Co kilkanaście kroków odwracasz się w moją stronę,
upewniając się czy jestem,
a ja chcę powiedzieć wtedy, że jesteś najlepsza,
ale słowa znowu grzęzną w gardle.

Przyglądam się jak odwracasz głowę,
fala włosów zasłania Twoją twarz,
gdy nie widzę jej przez dłuższą chwilę
zaczynają szczypać mnie oczy.

dla R.

[Bez Ciebie wszystko łamało się w pół]

Bez Ciebie wszystko łamało się w pół.
Chyba lepiej, że nie musiałaś tego oglądać,
słuchać jak wypowiadam słowa, po których
nie mogłem wytrzymać ze sobą w pokoju
i wychodziłem w środku nocy na zewnątrz,
gdzie było niewiele lepiej.

Dobrze, że nie musiałaś siedzieć obok,
kiedy wydawało mi się lepiej, że wiem komu
mogę zaufać i, że nie ma niczego złego
w kolejnej butelce alkoholu, chociaż było
i zawsze będzie, bo nie jestem innym.

Przed dziesięcioma laty nie potrafiłbym zrozumieć,
czym możesz być dla mnie, czym stajesz się każdego
dnia, gdy bawisz się wpływami otoczenia,
gdy każdej niepotrzebnej myśli odbierasz sens istnienia,
i wyciągasz mnie na powierzchnię z siłą,
która każe mi dziękować za każdą minutę,
w której dane mi jest rozczesywać palcami Twoje włosy.

dla R.

 

jswiacik - wiersz