Twój sweter

Daj, to poniosę Twój różowo-niebieski plecak
i będzie tak jakbyśmy byli dziećmi,
bo nie musimy się martwić o jutro,
ani nawet o dziś wieczór.

Przyjdź znowu do mnie,
to pouczymy się dokładnie jak wczoraj,
nie pozostawiając miejsca stereotypom,
którym dobrze w zamkniętych szkatułkach.

Myślę o tym jak wyglądał Twój sweter,
jak krótko widziałem go na Tobie,
chwilę później szeptałem między ciszą,
jak wiele musiałaś zrobić, żebyśmy byli tutaj,
powtarzając imię i nazwisko,
i znowu ściskając dłoń mocniej.

dla R.

I nie ma rzeczy niemożliwych

Twój uśmiech sprawia, że wznoszę się wysoko,
i w jednej chwili mam tysiąc myśli,
chcę krzyczeć i tańczyć, i krzyczeć,
że szczęście nosi Twoje imię,
i podnoszę Cię znowu i ściskam,
i tęsknię na samą myśl, że już wracamy
i kończy się dzień.

dla R.

Dla tych, którzy zapomnieli jak wyglądały początki cz. 2

Możemy powiedzieć, że to trzeci tydzień znajomości,
przez co jeszcze nie skończyliśmy się starać,
słuchać tej drugiej osoby i wychodzić na spacery,
i nie mówić jedynie o marzeniach,
tylko spełniać je, bo dlaczego nie?

Blasku w oczach nie wytłumaczymy,
bo to niewiadoma, która jest gdzieś w głębi nas,
gdy stoimy w promieniach wiosennego słońca,
i pod gołym niebem rozgwieżdżonym,
kiedy w sumie powinnaś mieć ubraną czapkę,
a nie masz.

dla R.

Dla tych, którzy zapomnieli jak wyglądały początki

Dla tych, którzy zapomnieli jak wyglądały początki,
albo nie brali w nich nigdy udziału,
bo poznawali się wszędzie i nigdzie, za szybko
przechodząc w rutynę i cynizm,
możemy powtarzać, że poznaliśmy się dwa tygodnie temu,
i dlatego ważny jest dla mnie Twój dzień,
i uśmiech, i wyciągnięta dłoń.

dla R.

Niewdzięczne koło

Wybieram numer 20 na domofonie,
nie wiedząc, że trochę się śpieszę
ze składaniem faktów, bo nikt nie otworzy.

Chcieliśmy pójść na późne śniadanie,
udało nam się, bo do pierwszej serwowali
herbatę i pieczywo między konwaliami.

Na ścianę wody przed nami uśmiechnęłaś się
mówiąc, że zawsze tak chciałaś,
tylko, że wcześniej nie było mnie obok.

I tylko przez dwie godziny widziałem Cię smutną,
gdy rozdzieleni mieliśmy mylić się w zeznaniach.

dla R.

Euforia

Jak bardzo na mnie działasz,
dużo bardziej niż mocno,
gdy przejęta mówisz, żebym stanął na chwilę
bo masz mi coś do powiedzenia.
Chcesz się podzielić ukrytą myślą,
tak ważną, tak prywatną,
że nikt inny o niej nie wie.

Zamiast mówić przestań,
przewracasz tylko oczyma,
i przytulając się sprawiasz,
że te przyziemne, nieistotne sprawy
zupełnie nie mają znaczenia.

Ponadto nie ma rzeczy niemożliwych,
skoro w końcu jesteś obok
i martwisz się o mnie tak bardzo nie na pokaz.
Twoje spojrzenie, delikatnie rozchylone usta
i pocałunek, ta siła przyciągania się
i delikatność, ta zmysłowość
i myśli coraz bardziej niegrzeczne.

I jeszcze jeden z wielu przystanków,
w których pokazujesz mi gwiazdy
na bezchmurnym nad nami niebie,
a ja w tym samym czasie myślę,
że wcale nie chcę Cię odprowadzać.

dla R.

Nikt tak pięknie

Zraniłaś stopę kawałkiem tęczowego szkła,
idąc po mnie na przystań samotności,
nie założyłaś ulubionych butów, ani żadnych,
bo wyparowały z szafki jak rzucane obietnice.

Stojąc przede mną przestraszona i zła,
bo nie miałaś mapy, ani inhalatora
przecierałaś machinalnie nieposłuszne łzy
wierzchem zmarzniętej tęsknotą dłoni.

Pomyślałem, że zatrzymał się świat,
gdy odwróciłaś wzrok w przestrzeń,
ciszę przeszył piorun, jak mnie przestrach,
bo nie wiem co wydarzy się jutro, ani teraz.

Nie wypowiedziałaś nawet słowa

Dokoła Bydgoszcz, ale gdy zamykam oczy,
czuję się jakbyśmy byli znowu w Berlinie,
stłumione głosy mieszają się gdzieś w tle,
poza granicami wyciągniętej do przodu ręki.

Może jedziemy właśnie żółtym tramwajem
na ulicę Warszawską i myślimy o tym,
co wydarzyło się przez te kilka godzin,
niesamowitych jak parę ostatnich tygodni.

Spacer w zjednoczonym mieście,
stary Volkswagen Beetle przy poboczu
to dzisiaj jedynie przeszkoda dla deskorolki,
kolejny udany skok i kolejny,
jak uśmiech dla którego tracę głowę.

Mrużymy oczy przed słońcem,
wchodząc do sklepu słyszymy,
że jesteśmy drodzy i chyba, że państwo,
zerkamy na siebie z wymowną miną.
Żadne nie zaprzeczyło.

A pamiętasz jak i co się zmieniło,
gdy byłem z Twojej prawej strony?
Tylko to.

Nikt nie jest idealny

Miałaś problemy z przyznawaniem się,
a ja jeszcze większe ze słabością do ciebie.
Nikt nie jest idealny - powtarzaliśmy
karmiąc się wzajemnie lodami Manhattan.

Rozumieliśmy się bez słów zapominając,
że przecież i tak dzień się nie ułoży.
Równie dobrze mogliśmy mieć to gdzieś,
kilka chwil przed wybuchem radości.

W kółko gotowałaś te same potrawy,
mógłbym z tym żyć w ostateczności
w kuchni radzę sobie zwyczajnie lepiej.
Gdyby nie to, gdyby nie cała reszta.

jswiacik - wiersz