Pokój pachnie niedotrzymanymi obietnicami

Pokój pachnie niedotrzymanymi obietnicami,
whisky i ból głowy, Ty wyszłaś gdzieś,
trzy tygodnie temu,
obiecałem poprawę.

Najlepsza byłaś w wychodzeniu bez słowa,
reszta nie przychodziła tak łatwo.
Nie wyglądałaś jak na początku,
potargane włosy też nie wyglądały.

Oczy pełne złości, albo nienawiści,
zaczerwienione od płaczu,
niepodobne do tych, które nie były
w stanie traktować mnie obojętnie.

Powtarzałaś, że jesteś silna,
że zmienisz swoje życie,
jeśli tyko będziesz chciała.
Kłamałaś.

Co oznacza miłość

Uchylone oczy nie pozwalają zasnąć,
i przyspieszony oddech,
ciekawość na zmianę z radością,
że mogę unieść głowę
i pocałować Cię w policzek.

I w końcu uczyć się, co oznacza miłość,
bo do tej pory jedynie wydawało mi się,
że wiem.

Jest inna od tych z romantycznych filmów,
od piosenek z pierwszych miejsc
list przebojów.

Pachnie jak Twoje dłonie,
gdy wcierasz nimi krem,
w moją rozpogodzoną twarz,
żeby ochronić ją przed wiatrem.

Wygląda jak Twój uśmiech,
gdy znów uda mi się Ciebie zaskoczyć,
albo w ogóle nie zaskakiwać i być po prostu,
choćby po trudnym dniu w pracy.

Smakuje jak kolacja i deser
w ulubionej restauracji,
jeszcze lepiej jak wspólnie
przygotowane śniadanie,
lub pocałunek ust stęsknionych,
wtedy smakuje najlepiej.

Spadam

Ostatni rok każe się zastanowić,
może po prostu nie mogę zasnąć,
do czwartej nad ranem kartkując,
czytając stare wiadomości.

Może przede mną znajduje się już
szczęście, albo spieprzę wszystko,
bo jestem o krok od przepaści,
bo całe życie idę jej krawędzią.

Chciałbym uśmiechu i łez,
żebyś budziła się szczęśliwa,
i znaczyć coś dla Ciebie,
i nigdy się nie skończyć.

Chcę oznaczać więcej niż słowa,
pewności, że nie jestem przypadkiem,
jeśli nie potrafisz mnie zrozumieć,
szczerości, zanim znowu spadnę.

Inspiracja

Inspiracji nie szukam.

Za to ona odnajduje mnie,
zazwyczaj po ciężkiej nocy, albo tygodniu,
gdy próbuję nie słyszeć kroków, ani głosów,
bo wódkę zapijałem wódką,
lub podobnie z dala od etykiety.

Znajduje mnie, gdy się budzę,
dawno po wieczorynce,
a ciebie nie ma obok,
za to jest inna - gorsza
i są wyrzuty resztek sumienia,
przez krótką chwilę.

Dopada mnie na ulicy,
czasami z nożem w puchowej kurtce,
gdy chcę się już schować,
bo dookoła ruch idiotów,
bez własnego zdania, którzy nie widzieli,
nie słyszeli, a wiedzą najlepiej.

Nie tylko wtedy robi mi się niedobrze.

Najlepsza

Czy wszystko w porządku?
Martwisz się za siebie i za nas.

Bardziej troszczysz się,
o kształt ust układających się w uśmiech,
zwłaszcza tym samym.

Wszystko, co dobre
dzieje się dzięki Tobie.
A dzieje się świat i radość,
dużo więcej jeszcze.

Kiedy tańczysz i spada Ci ramiączko
bluzki jesteś śliczna,
w każdej innej sekundzie
jest tak samo.

Deszcz uderza o parapety,
nieszczęśliwej masy,
dzisiaj tak obcej.

Dla J.

Bezsmak

Oddam Ci słodycze.
Przecież uprzedzałem,
że będziesz miała ze mną
naprawdę dobrze,
nie jak w bajce, bo w rzeczywistości przecież.

Myślę, że można pokochać taką formę bezradności.
Odpowiadasz, że w rozmiarze XXL,
wciąż nie wiem, czy masz na myśli
tę bezradność czy ulubionego wafelka.

Martwię się,
bo zamiast spać rozmawiamy do późna.
Przez brak glukozy zachowujesz się dziwnie,
przez brak Ciebie zachowuję się dziwnie,
w sumie dużo gorzej ze mną.
Beze mnie oddychasz inaczej,
mówisz, że nie bardzo smakuje cokolwiek.

Dla J.

Milcząc

Wczoraj,
zasypiając w twoim zapachu,
otulony dźwiękiem szeptu słów,
delikatnością ramion,
niedopowiedzianych dziękuję i przepraszam,
że dopiero teraz,
bo dopiero teraz,
odnaleźliśmy się.

Opuszkami palców,
szukamy swojej obecności,
spragnionych siebie ust.

Odnajdujemy nareszcie,
odbicie swoich pragnień,
zuchwałych oczekiwań.

Przypominamy,
wypowiedziane na głos obietnice
milcząc.

O mnie nie zapominaj

Nawet jeśli trzęsą mi się ręce,
nie myśl, że jest mi zimno, bo nie jest.
Emocje nie pozwalają wyjaśnić,
ani zrozumieć dlaczego w tej chwili
nic się nie liczy.

Zapomnij się ponownie,
zapomnij o deszczu i mgle,
o mnie nie zapominaj.

Uniesione kąciki ust,
dodają pewności,
że jesteś bezpieczna.

Przymknięte oczy sprawiają,
że nie wiem czy mam większą ochotę,
ochronić cię przed chłodem czy pocałować.

Uchylając powieki odpowiadasz.

Przed każdym kolejnym pocałunkiem
mocno nabieraliśmy powietrza.

Po prostu jestem bezproduktywnie

Mam plan tygodniowy,
do godziny rozpisany:
praca, nauka, sen.
Tylko to bez sensu wszystko,
bo nie mam ciebie.

Wciąż myślę, że jesteś,
wciąż myślę, że to kwestia czasu,
tylko czasami to już nie pomaga.

Wtedy mam dosyć, wiesz?
Zrezygnowany wrastam w ziemię
i po prostu jestem bezproduktywnie,
nic więcej.

Nienawidzę dni, które…

Nienawidzę dni, które mają smak
taniej wódki.

Dni, które brzmią kłamstwami
małych ludzi.

Dni, które wyglądają jak smutek
samotnych oczu.

Dni, które mają zapach
gnijącego ścierwa.

Nienawidzę, gdy te dni
składają nam tydzień za tygodniem.

jswiacik - wiersz